Relacja z marszy na orientację "Jakuza 2015" okiem Gabrysi K.


13 listopada o godzinie 10:00 wyjechaliśmy spod budynku MOSiR-u pięknym bordowym busem z gustowną czerwoną przyczepką w kierunku Lublina. Droga była wyboista, jednak przebiegała w przyjemnej atmosferze. O godzinie 13:00 dojechaliśmy na Majdanek, gdzie zwiedzaliśmy obóz koncentracyjny. Na wszystkich to miejsce zrobiło ogromne wrażenie, szczególnie krematorium z ogromnymi piecami i komory gazowe. Podziałała nam na wyobraźnię także powierzchnia muzeum, (aż 100 hektarów), co i tak jest jedną trzecią prawdziwych rozmiarów całego obozu zagłady.
Następnie wsiedliśmy do naszego wspaniałego automobilu i ruszyliśmy w kierunku Lublina. Tam zrobiliśmy sobie zdjęcia, a pan Kusiak oprowadził nas po starym mieście i przybliżył nieco jego historię.
Około godziny 18:00 dojechaliśmy wreszcie do upragnionego przez wszystkich miejsca zakwaterowania. Dostaliśmy bardzo przyjemny kawałek korytarza z łatwym dostępem do łazienki-w kranach nawet była ciepła woda , czego nie da się powiedzieć o tej płynącej pod prysznicami.
Pod wieczór wyciągnęłam gitarę i wraz z innymi osobami podążyliśmy na obiecane przez organizatorów spotkanie integracyjne przy dźwiękach muzyki do białego rana. Niestety jak się okazało byliśmy jednymi z pierwszych - a spotkanie odbywało się w piwnicach. Nie przejmowaliśmy się tym jednak, ponieważ chcieliśmy się dobrze bawić. Około północy śpiewanki zaczęły się rozkręcać. Pojawiało się coraz więcej gitar i ludzi- ba!- nawet pan Kusiak zaszczycił nas swoją obecnością wraz ze swoim bębenkiem, na którym gra bardzo dobrze.
Drugiego dnia od 9:00 rano zaczęły się etapy marszy. Pierwszy z nich był dość łatwy i minął bez większych przygód. Na mecie, która jednocześnie była startem kolejnego etapu, piekliśmy przepyszne kiełbaski.
Drugi etap nie był tak łatwy jak poprzedni, aczkolwiek nie sprawiał wielkich trudności. Miał około czterech kilometrów długości i miejsce w przepięknej, bardzo malowniczej okolicy „Królewskich Źródeł”.
Trzeci nocny etap zaczął się o godzinie 19:00. Przyznam, że pogubiłam się całkowicie w czytaniu mapy i gdyby nie pomoc-kompletnie bym się zafiksowała.
Wieczorem znowu podążyliśmy wraz z Maćkiem, Olą, Ewą i gitarą do piwnicy, żeby chwilę pośpiewać. Około północy oczy zaczęły nam się potwornie kleić, więc postanowiliśmy iść na nasz korytarz, a tam zakopać się w śpiworach i zapaść w błogi sen. Niestety nie było to możliwe. Pan Andrzej, kiedy jest zmęczony, potwornie chrapie. Nie łamiąc się jednak, wzięliśmy czerwoną szminkę i próbowaliśmy pomalować naszego opiekuna, on jednak się obudził.
Był jeden plus tej sytuacji- pan już tak nie chrapał, ale nam za to już nie chciało spać.
W niedzielę rano odbyło się rozdanie nagród - Maciek Czechowicz i Szymon Paszek zajęli pierwsze miejsce w kategorii TD, Kuba Domański, Kuba Rogulski i Rafał Nadłonek zajęli natomiast drugie miejsce w kategorii TM. Na trzecim miejscu wylądował Kamil Kozyra i Maciej Tudryn a na czwartym Ewa Bystrzyńska i Malwina Czerwonka. W kategorii TJ 3 miejsce zajeła Patrycja Kubasiewicz z Kamilem Kłosem (InOwcy).
Około dziewiątej wyruszyliśmy w drogę powrotną, która upłynęła wszystkim na odsypianiu zeszłych nocy spędzonych na śpiewach i rozmowach. Do Nowej Sarzyny dojechaliśmy około godziny 14:00
Tekst: Gabriela Kulec