"XVII Radzyńskie Marsze na Orientację Azymuciak 2010… śladami bohaterskich lotników Dywizjonu 303”

Już drugi rok z rzędu SKGK „Przygoda” pojawiło się na Radzyńskich Marszach na Orientację ”AZYUMUCIAK” organizowanych przez  oddział PTTK w Radzyniu Podlaskim. W tym roku motywem przewodnim imprezy, która odbywała się już po raz 17 był polski Dywizjon 303, który odegrał kluczową rolę  w czasie II Wojny Światowej w bitwie o Anglię.
19 listopada przedstawiciele SKGK w składzie: Andrzej Kusiak, Michał Grześkiewicz, Daniel Potaczała, Klaudia Gilarska, Mateusz Michna, Iga Chmiel oraz Jagoda Dolecka wyjechali do Woli Osowińskiej, gdzie miała odbyć się impreza. Przed przybyciem na miejsce zatrzymaliśmy się w pałacu w Kozłówce, gdzie po zapadnięciu zmierzchu straszyły złowrogie, śpiące na drzewach pawie. Oczywiście nie mogliśmy odpuścić zrobienia sobie kilku zdjęć („Szybko wychodźcie z fontanny, bo strażnik jedzie” :-). Po przyjeździe zostaliśmy zakwaterowani w wybranej przez nas przytulnej „piwniczej” sali  bez drzwi :-). W piątek po oficjalnym rozpoczęciu wzięliśmy udział w wieloboju sportowym i konkursie krajoznawczym. Metoda Igi „ene due riki faki” okazała się być bardzo skuteczna - wygrała ona 3 miejsce w konkursie krajoznawczym. Każdy z uczestników dostawał także dwa zadania, których rozwiązania należało oddać dopiero następnego dnia. W tym przypadku postawiliśmy na pracę grupową :-). W konkursie poprawiania karty startowej wszystkim pomagali: Mirosław Marek z Kolbuszowej, Sławomir Frynas z Lublina oraz Andrzej Kusiak. Jak się później okazało większość klubowiczów świetnie poradziła sobie w tym konkursie. Natomiast chodzącą encyklopedią na temat Dywizjonu 303 była Jagoda Dolecka, która dzięki pani Ewelinie Kusiak mogła zapoznać się przed wyjazdem (czytaj lekcja religii w piątek :-) z materiałami na temat bohaterskiego dywizjonu.

W sobotę rano nadszedł czas na etapy dzienne. Trasy dzienne przygotowane przez przodownika InO Dariusza Walczynę (PInO 420) zaskoczyły nas już na pierwszym etapie. Czas startowy wszystkich drużyn różnił się o 3 minuty i w dodatku drużyny dostawały na przemian mapy raz z pierwszego, raz z drugiego etapu, aby uniknąć tworzenia się tramwajów. Zarówno mapa etapu pierwszego TJ i TS „Bitwa o skrzynkę Filipa” oraz etapu drugiego  „e2, czyli etiuda ewolucyjna” były bardzo trudne. Należało - po pierwsze - zrozumieć opis mapy ( zgadnij, co autor miał na myśli :-), a po drugie dopasować odpowiednie fragmenty i ułożyć mapę ( ale o co w ogóle chodzi z tymi półnutami?! :-). Oba etapy były trudne także w terenie, ze względu na dużą liczbę przecinek, punktów mylnych i stowarzyszonych. Etap nocny TJ i TS „Caterpillar” przygotowywany przez kierownika imprezy Roberta Mazurka (PInO 430) nie wydawał się aż taki trudny. Częściowo mieliśmy co do tego rację, choć nie obyło się bez punktów karnych za czas i punkty stowarzyszone. Niestety, już po etapach dziennych nie wszyscy byli w idealnym stanie zdrowia. Gruźliczy kaszel i  potworny ból okolicy krzyża Igi („ Nigdy więcej nie robię mostku na w-fie”.), skrzek wydobywający się z gardła Jagody oraz ból gardła u wielu osób nikogo nie cieszyły. Pan Kusiak nie szukał jednak winy za ten stan w niskiej temperaturze powietrza, błocie po pachy, przemoczeniu butów i przegrzaniu się w czasie etapów, lecz zrzucał wszystko na karb efektów młodzieńczych porywów serca. („Jagoda, trzeba było więcej siedzieć na zimnych schodach :-)”). Pomiędzy etapami i konkursami było dużo wolnego czasu, w czasie którego kwitła wymiana informacji na temat InO, nawiązywanie znajomości, ustalanie terminów kolejnych podkarpackich imprez, gra w Monopoly i rozgrywki w cieszącą się wielkim zainteresowaniem grę ochrzczoną przez jej sympatyków nazwą „Bloker”. Wena twórcza, która szczególnie nie opuszczała Daniela Potaczały (nawet podczas snu tworzył) pozwoliła nawet na skomponowanie utworu o pełnym treści tytule: „Zniszczę cię” :). Na Azymuciaku powstał także nowy klub, którego matką jest SKGK „ Przygoda”. Pomysłodawcą NKL „Przygoda” (Nowosarzyńskiego Klubu Licealnego „Przygoda”) jest ojciec chrzestny nowopowstałego klubu Sławomir Frynas. Nazwa nieoficjalna to NKL „Wygoda” (jakże wygodnie podróżuje się czterokołową Skodzinką, słucha i śpiewa mongolskie utwory) im. Sławomira Frynasa, który jest oczywiście honorowym członkiem tegoż klubu :-).  W nocy z soboty na niedzielę świętowaliśmy 27 urodziny pana Andrzeja Kusiaka (niestety Piccolo nie wystrzelił tak jak trzeba :-).
Całą imprezę, w której udział wzięło 328 osób,  podzielonych na 4 kategorie wiekowe, można uznać za udaną. 21 listopada na oficjalnym zakończeniu wygraliśmy kilka kompasów, które bardzo przydadzą się na kolejne marsze, deski do pływania, z którymi żadna fala nam nie straszna :-), a Sławomir Frynas wygrał nawet VIP-owskie składane krzesełko :-). Z naszego koła w kategorii TJ 8 miejsce zajęły Iga Chmiel i Jagoda Dolecka, natomiast Michał Grześkiewicz i Daniel Potaczała zajęli miejsce 16. W kategorii TS  Andrzej Kusiak oraz Paweł Jamroz z Lublina zajęli miejsce 13. Klaudia Gilarska i Mateusz Michna startujący w kategorii TM zajęli 38 miejsce. Ponadto leżajska grupa Roberta Franusa pokazała się także z dobrej strony. Chłopcy zdobywają doświadczenie, bo już pod koniec marca organizują II rundę Pucharu Podkarpacia edycji 2011.
Po zakończeniu nadszedł czas, aby wyruszyć do domu. Po drodze znowu postanowiliśmy zwiedzić pałac w Kozłówce (tym razem w południe, aby zrobić lepsze zdjęcia) oraz Lublin, którego historię i najważniejsze zabytki starał nam się pokazać przewodnik Paweł Jamroz. Oczywiście, musieliśmy też odwiedzić sklep sportowo-tustyczny (ten z deską w nazwie) :-). Na zakończenie pobytu w Lublinie zjedliśmy domowy obiad, czyli Gyros w „Chacie u braci Mazurów” .
Radzyński „Azymuciak” był ostatnią rundą Pucharu Polski. Już za dwa miesiące kolejna duża impreza Pucharu Polski, czyli „XX Czarnieńskie Zimowe Marsze na Orientację”.
Jagoda Dolecka (NKL PRZYGODA)