WalentInO Poreby Kupieńskie

Imprezy z cyklu 2x2 cieszą się zawsze dużą popularnością. Na kolbuszowskie Marsze jeżdżę prawie od 3 lat i nie opuściłem jeszcze żadnej imprezy. Jako doświadczony w temacie mogę powiedzieć, że WalentInO to najlepsza impreza z tego cyklu. Zawsze czymś nas zaskoczy, a już nie wspomnę, że etapy Doroty Haptaś należą do jednych z moich ulubionych. Wyglądają na proste a i tak zawsze okazuje się, że każdy ma problem ze zmieszczeniem się w czasie, nie mówiąc już o przejściu na czysto. Ale zacznijmy od początku….

Na zawody wybraliśmy się tak jak to mamy ostatnio w zwyczaju autokarem wraz z SKKT Leżajsk oraz młodzieżą z Gimnazjum w Łętowni. Dojechaliśmy bezproblemowo na miejsce startu w Porębach Kupieńskich i na początku czekała nas miła niespodzianka. Organizatorzy rozdali startującym odblaskowe opaski z serii „Bystrzaki Plusa” oraz czerwone serduszka, bez których Walentynkowe MnO nie mogłyby się odbyć. Następnie kategoria TM „zapakowała” się do pomarańczowej H-9 i wyruszyła na swoje miejsce startu. Pozostali, czyli kategoria TZ startowali z parkingu na etap „Skołowani w lesie 2” przygotowany przez świeżego MPInO Kasię Maliborską. Etap ten był już kiedyś wykorzystany w kategorii TM, podczas Mistrzostw Kolbuszowej. Sprawił nam trochę problemu, bo brakowało dwóch PK, co wprowadzało lekki niepokój osób szukających punktu. Po długim chodzeniu po lesie dotarliśmy na metę. Czekały tam na nas pyszne drożdżówki i ognisko, przy którym można było podnieść temperaturę ciała.

Po półgodzinnych rozmowach ludzi InO, zabawach z opaskami młodzieży gimnazjalnej i kilku innych atrakcjach zgotowanych przez organizatorów, wyruszyliśmy na drugi etap. Wszystko szło jak po sznurku, do czasu, aż weszliśmy na LOP-kę, która według przypuszczeń miała być banalnie prostym przejściem asfaltem. Początkowo tak było, do czasu, aż trzeba było wybrać dalszą drogę. Do wyboru mieliśmy ścieżkę, ogrodzenie i ciek. Zbadaliśmy wszystkie opcje i po 15 minutowym przedzieraniu się przez ostrężyny, dotarliśmy na metę bez jednego PK i z jednym stowarzyszonym. Okazało się, że wszyscy startujący mieli podobne atrakcje. Kategoria TM przyszła jednym wielkim tramwajem, który było już słychać z 1km, a widoczny z 500m, za sprawą dużej liczby latarek. Po krótkim pożegnaniu i zabraniu drożdżówek, ruszyliśmy w drogę powrotną.

Impreza jak to zawsze bardzo udana. Poza 4 punktami do książeczki, była też okazja zweryfikowania i otrzymania odznaki 10-lecia Kolbuszowskiej Salamandry. Pogoda, mimo srogiej zimy, dopisała i było 5 stopni na plusie, bez deszczu. Za rok kolejne WalentInO, na którym z pewnością nie zabraknie nas :P