10 puchrów na 10-lecie Salamandry






















Dziesiąte, jubileuszowe MnO „Do źródeł Nilu” ułożyły się wyjątkowo pomyślnie dla Klubu Turystycznego PRZYGODA. Ale zanim wyjaśnimy dlaczego, może zacznijmy od początku…..
Na zawody w Kolbuszowej wybraliśmy się w wyjątkowo mocnym składzie: 1TS, 6TJ, 12TM. Jadąc na Mistrzostwa, po drodze zdobyliśmy dwie skrzynki opencaching, w tym jedną założoną na zawody: Świnodziki Werynia. Po dotarciu do bazy, odebraniu świadczeń (koszulki jubileuszowej, kart startowych i odblasków na etapy nocne), rozlokowaliśmy się w salach lekcyjnych. Chwilę później było już otwarcie imprezy, gdzie każdy z budowniczych opowiadał o swoim etapie, a następnie zawieziono nas do lasu. W tym roku zmieniona została formuła: dwa etapy nocne w piątek zamiast jednego. Wylosowany pierwszy czas startowy dawał możliwość ucieczki przed „tramwajem”. Mapa „cmoknij mnie” przygotowana przez Łukasza Motylskiego nie była łatwa ani lekka, ale za to przyjemna w chodzeniu po terenie leśno-łąkowo-bagiennym. Po odnalezieniu pierwszego PK stwierdziłem, że lepiej jest poświecić 20 minut na rozwiązanie mapy, a następnie pójść dalej w teren. Po 20 minutach udało się jedynie ułożyć 2/3 mapy. Ruszyliśmy więc szybko w teren, już w pięcioosobowym składzie, aby nie tracić kolejnych minut. Po drodze mijaliśmy innych, którzy dopasowywali fragmenty mapy do PK spotkanych na drodze. U nas wszystko szło szybko i idealnie, aż do LOP-ki. Tu zaczęły się schody. Wbijaliśmy PK w kartę startowa, ale nikt do końca nie był przekonany, czy są to dobre punkty. Szybka decyzja powrotu na metę, a później jeszcze raz namierzyliśmy się na brakujące trzy kółka azymutem z mety. Udało się zgarnąć jeszcze dwa punkty i wrócić przed ciężkimi na metę.
Drugi etap nocny „Snake” to lekki spacerek wyasfaltowanymi przecinkami. Łatwa mapa, brak punktów stowarzyszonych (poza jednym mostkiem) nie sprawił żadnych problemów nikomu. Tu warto wspomnieć o heroicznej postawie Wojtka Muszyńskiego. Ratując buty jednej z uczestniczek, odważył się wejść w środek bagna, a później skracając drogę, przeszedł ciek szerokości 3 metrów. Opisuje zawody na swoim blogu, gdzie polecam zajrzeć: http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=2&action=44&code=32053 Po powrocie do bazy oczywiście kolacja i długie rozmowy o wszystkim (InO, samochody, dzieci, szkoła, itp.). W sali panowała doskonała atmosfera. Już dawno nie było tak fajnej grupy w TM-ach.
Sobota rano i wyjazd na etapy dzienne. Mieliśmy duże oczekiwania, bo etap III zbudowała Kasia Maliborska z Jakubem Trętowiczem. Dotychczas prezentowali wysoki poziom i tak samo było tym razem. Śmiało mogę powiedzieć, że był to najtrudniejszy etap. Ostatni czas startowy pozwalał na spotkanie wszystkich już po 1km. W terenie rywalizowało ze sobą 5 małych tramwajów. LOP-ka zmieniał swój przebieg kilka razy z cieku na granicę kultur, drogę, ścieżkę, leśna przecinkę, itp. Kilka razy, gubiąc właściwą drogę, wracaliśmy do ostatniego PK i azymutem szukaliśmy dalszej drogi. Po dojściu na metę miała miejsce, krótka wymiana zdań i start do czwartego etapu. Mateusz Styga przygotował rewelacyjną graficznie mapę (dodatkowo opieczętowaną osobiście na starcie pieczątka z numerem leg. PInO). Jednak skala trudności była co najwyżej na poziomie TP/TM. Brak zachowanej skali powodował możliwość zgarnięcia PS (bo jak wybrać poprawny dołek, skoro na mapie jest 2 a w terenie 5 i bez skali nie można się namierzyć?). Trasę pokonaliśmy z Piotrem w 45 minut, po drodze rozmawiając o kartografii i określaniu współrzędnych. Po powrocie na metę, dyskutowaliśmy o etapach, bo w tym miejscu była meta sześciu kategorii (TP, TF, TD, TM, TJ, TS). Niektóre etapy, takie jak „Wiatrak” były rewelacyjnie przemyślane i wykonane.
Popołudnie spędziliśmy na mieście, rozwiązując quiz i etap krajoznawczy. Przed wpisaniem się do skrzynki i ustaleniem współrzędnych finału odwiedziliśmy „Soprano”. Późna nocą wpisaliśmy się do skrzynki „nad Nilem” i wróciliśmy do bazy przy akompaniamencie gwizdania Adasia z Ustrzyk.
Niedzielne zakończenie Mistrzostw odbyło się na słodko. Podczas wręczania nagród za Mistrzostwa i Puchar Podkarpacia uczestnicy otrzymali słodki kawałek jubileuszowego tortu, uroczyście pokrojonego przez Mateusza. Z Kolbuszowej wyjechaliśmy z liczbą pucharów 10 (na X lat Salamandry).
Puchar Podkarpacia:
Ermina Piech – I miejsce TM
Mateusz Michna - I miejsce TM
Łukasz Pawlica - I miejsce TJ
X Mistrzostwa Kolbuszowej
Ermina Piech – III miejsce TM
Mateusz Michna - III miejsce TM
Jagoda Dolecka - I miejsce TJ
Michał Grześkiewicz - I miejsce TJ
Iga Chmiel - II miejsce TJ
Marta Gardian - II miejsce TJ
Andrzej Kusiak - I miejsce TS
Teraz czas na Czarną w Bieszczadach. Podobnie jak w latach ubiegłych, wybierzemy się tam licznie. Liczymy na to, że inne kluby też przyjadą, bo to w końcu górskie Marsze na Orientację (jedyne takie w Pucharze Podkarpacia).
Na końcu mej obszernej relacji chciałbym złożyć podziękowanie Kasi Maliborskiej i Jakubowi Trętowiczowi za to, że po etapie sprawdzili dwa punkty, które według uczestników były źle postawione. Chętnie wytypowałbym ich do nagrody Fair Play Pucharu Podkarpacia, na którą – w mojej ocenie –w pełni zasłużyli. Uważam, że przyznawanie się do błędu i szybkie go poprawianie rozwiewa wszelkie wątpliwości przy ocenie etapu. Dziękuję, też wszystkim tym, którzy chcą startować w marszach, mimo że czasem muszą przyjechać z bardzo daleka (Ustrzyk, Radomia, Lublina czy Krakowa), bo na miejscowych nie liczę. Widocznie duże imprezy – ogólnopolskie – maja za blisko :-)