Po obwodzie guzika

Gdyby ktoś zapytał się nas tydzień temu, co będziemy robić w piątkowe popołudnie, nasza odpowiedz zapewne brzmiałaby całkiem inaczej niż to, co mamy do opowiedzenia. A zaczęło się od jednej, małej propozycji pomocy przy szkoleniowych marszach na orientację…
Widzicie więc, że pomysł na zorganizowanie Piątkowych Guzikołazów był decyzją podjętą bez zbytecznych obrad: Czy się uda? Czy zdążymy? Czy damy radę? – po prostu chciałyśmy. Miałyśmy za zadanie stworzyć nieprzeciętną mapę dla kategorii TZ i pełnić rolę opiekunów imprezy. Kolejnym guzikiem – budowniczym etapu TP był Czadu – Mateusz Czadowski. Impreza miała na celu wyszkolenie i terenowe sprawdzenie nowych marszowiczów oraz była rozgrzewką przed Budzyniem dla starych wyjadaczy.
Rozpoczęliśmy o 1500. Złośliwość rzeczy martwych jest wszechobecnie znana, ale po paru rundach udało nam się poskromić niesforny namiot, który był startem i metą etapów. Kiedy wszystko zostało przygotowane zaczęliśmy… W ujarzmieniu młodszych, pragnących przygody uczestników pomógł nam Pan Andrzej Kusiak, który zabrał „pierwszaki” w las. Pomagali też inni. Kolejną grupę prowadził Łukasz Pawlica. Dziękujemy. Później było już z górki. Razem z Czadem wypuszczaliśmy kolejne drużyny. Gdy wszyscy byli na trasie, zostawiłyśmy Mateusza na straży bazy i rowerami pojechałyśmy nad rzekę, gdzie znajdował się jeden z punktów na trasie TZ. Byłyśmy świadkami wielkiego poświęcenia, jakim wykazał się Pan Łukasz Superson (pozdrawiamy serdecznie). Wyobraźcie sobie, że ten dzielny człowiek, nie zważając na niekorzystne warunki atmosferyczne w przypływie marszowego ducha, wszedł do lodowatej wody, aby zdobyć punkt. Gratulujemy, zarówno Panu Supersonowi, jak i wszystkim innym, którzy ów punkt zdobyli . Po pokazie nadludzkich zdolności wróciłyśmy do bazy i impreza zmierzała ku końcowi. Zwinęliśmy namiot, który tym razem współpracował i czekaliśmy na powrót ostatniej drużyny z etapu. Skończyliśmy przed godziną 1900.
To tylko krótkie sprawozdanie z tegorocznych Piątkowych Guzikołazów. Mamy nadzieję, że impreza spełniła swoje zadanie i nie tylko przeszkoliła, ale i zachęciła nowych, młodych fanów marszy do kolejnych startów.
Autor: Karolina Paszek i Gabriela Chmiel