Jesienne Marsze na Orientację – HaloInO 2012


 



 




 


W sobotę 13 października jak w każdy mniej więcej co drugi weekend wybierałem się do Jagody. Tym razem padł pomysł, żeby spotkanie urozmaicić udziałem w Jesiennych Marszach – HaloInO, organizowanych przez "Salamandrę" z Kolbuszowej. Dzień ( prawie jak każdy związany z Marszami) zapowiadał się intensywnie.
I tak 7:20 wyjechałem busem z Lublina, by finalnie 11:35 wysiąść z pociągu na stacji Nowa Sarzyna Kolonia. Wyjazd do Kolbuszowej zaplanowany został na 12:30 przed MOSiR-em w Nowej Sarzynie. Mieliśmy więc z Jagodą prawie godzinę "luzu" i czasu dla siebie. Czasu tego wyszło więcej, bo kiedy koło 12:30 byliśmy w drodze na przystanek, z którego autobus miał nas zgarnąć, zadzwonił Michał Grześkiewicz z informacją, że autobusu nie ma, ale będzie zastępczy i przez to wyjazd się opóźni. Nie zastanawiając się długo udaliśmy się w okolice MOSiR-u, by czekać razem z innymi uczestnikami. Przed MOSIR-em spotkaliśmy Andrzeja, Michała i resztę ekipy z Nowej Sarzyny. W końcu środek transportu (wysłużony, ale bardzo sprawny) Autosan H-9 dotarł koło 13:30 i wtedy ruszyliśmy w drogę. Po drodze dołączali uczestnicy z pobliskich miejscowości. Z tej racji, że do pokonania mieliśmy jakieś 50km, do bazy zawodów dotarliśmy koło 14:30. Nie czekając zbyt długo przywitaliśmy się z organizatorami i zapisaliśmy się czym prędzej na start pierwszego etapu.
Etap pierwszy o nazwie "Liście" w kategorii TZ budował Jakub Zieliński. Mapa składała się z czterech wyciętych liści, które mogły na siebie nachodzić, być obrócone i zlustrowane. Etap na pierwszy rzut oka wydawał się łatwy do przejścia, jednak (jak to zwykle bywa) okazało się w trakcie pokonywania trasy, że jest kilka podchwytliwych elementów. Od połowy etapu dogonił nas Michał i w takim sprawnym tramwaju szliśmy już do końca zawodów. Etap pierwszy (prawdopodobnie) mimo kilku wątpliwości zakończył się powodzeniem – bez wchodzenia w limit spóźnień potwierdziliśmy wszystkie 12 PK i 4 PK z LOP. Podobają się takie etapy gdzie ogólna trasa jest łatwa do przejścia (w sensie człowiek się nie zgubi), ale jest kilka lub więcej elementów, które wymagają (większego niż zwykle) myślenia i sprawiają, że mniej lub bardziej na takim etapie trzeba się wysilić.
Taki też był drugi etap – "Oponki", budowany przez Mirka Marka. Na tym etapie trzeba było wysilić się bardziej. Na etap ruszyliśmy kilka minut po 17:00 po uprzednim zjedzeniu pieczonej kiełbasy i wymianie zdań ze spotkanymi ludźmi. Mapa drugiego etapu składała się z czterech okręgów – dwóch większych, dwóch mniejszych, które częściowo na siebie nachodziły. Generalnie wiadomo było o co chodzi i dokąd trzeba iść, ale niewiadomych też było sporo. Tutaj już nie poszło nam tak dobrze jak na pierwszym etapie – w kilku miejscach zastanawialiśmy się więcej niż trzeba, przez co wykorzystaliśmy pełne minuty "lekkie" i jeszcze jedną "tłustą". Ponadto z ustaleń wstępnych wyszło, że potwierdziliśmy jednego "towarzysza" oraz "zaliczyliśmy" dwa BPKi – jeden z przekonania, drugi z braku czasu.
Z drugiego etapu wróciliśmy trochę po 19:00 i jak już wszyscy wrócili ze swoich tras, koło godziny 20:00 wyruszyliśmy w powrotną drogę do Nowej Sarzyny. Na miejsce dojechaliśmy o 21:00. Tam czekała na nas Iga Chmiel i w gronie Budowniczych "Budzynia" udaliśmy się do pizzerii na spotkanie, by umówić, podsumować i przeanalizować naszą Imprezę. Spotkanie jak najbardziej było udane i koło 23:00 rozeszliśmy się każdy w swoim kierunku.
Dziękuję za świetny, intensywny dzień Jagodzie, Andrzejowi, Michałowi oraz Organizatorom HaloInO – Impreza była udana, ciekawe etapy przeprowadzone w przyjemnym klimacie i miłym towarzystwie. Z uwagą czekam na wyniki.

Paweł Jamroz