XV Zlot PInO w Lublinie


 



 



 


W grudniu w marszach na orientację wieje nudą jak na 234567 odcinku „Mody na Sukces”. Trudno szukać jakiejkolwiek imprezy w Polsce. Receptą na to jest udział w Zlocie Przodowników, który tym razem był tak blisko, bo w Lublinie. Na udział w tej imprezie wybraliśmy się w pięcioosobowym składzie: Mateusz Michna, Michał Grześkiewicz, Mateusz Lis, Mirosław Marek i ja. Na miejscu dołączyliśmy do Maćka Zachary i Mirka Wośko, tworząc team siedmiu nie zawsze wspaniałych z Podkarpacia. O zlocie słyszałem wiele (tych dobrych jak i złych opinii). Zależało mi przede wszystkim na obradach Komisji InO oraz załatwienia spraw związanych z referatem weryfikacyjnym i odznakami InO. Organizatorem zlotu było środowisko lubelskie (atache Edyta Gromek, kierownik Sławomir Frynas). Powierzone zadanie spełnili najlepiej jak potrafią, wyszło super. Po zakwaterowaniu w pokojach z łazienkami i dostępem do wi-fi otrzymaliśmy mapy na etap Nocny „PI zawarte w O”, którego punkty kontrolne zostały umieszczone w parku miejskim i dzielnicy przemysłowej. Chcąc poznać lepiej Lublin, wraz z nowo poznanymi keszerami postanowiliśmy rozszerzyć etap o kilka skrzynek opencaching. Przeciskanie się przez ogrodzenie czy odśnieżanie barierki w poszukiwaniu mikrusa sprawiło nam wiele przyjemności. W sobotę od samego rana zaczęliśmy zwiedzanie. Na pierwszy ogień poszła Kaplica na zamku lubelskim a następnie wzgórze Czwartek. Po zwiedzaniu miały miejsce obrady, które zapoczątkowały długą dyskusję na temat kategorii TJ, TS a TS i TU. Trwała ona do późnych godzin nocnych z przerwami na obiad, zwiedzanie trasy podziemnej, etapu krajoznawczego czy „Grodzka 63”, gdzie mieliśmy kolację. Podczas obrad poszczególni członkowie komisji złożyli sprawozdania i zostały rozdane kalendarze imprez ogólnopolskich na 2013 rok. Przewodniczący Komisji, Waldemar Fijor wręczył cztery medale dla zasłużonych działaczy InO z Lubelszczyzny.
Wysłuchałem chyba 4 godzin rozmów zwolenników i przeciwników zmian. Sam jednak nie wiem, co by było najlepszym rozwiązaniem. Brakuje mi też większych działań ze strony PTTK do popularyzacji tej imprezy (choćby na stronie PTTK czy w oddziałach). Po powrocie na nocleg rozmawialiśmy jeszcze długo, ale chyba żadna konkretna propozycja nie padła. W niedziele rano wyruszyliśmy w podróż do domu.
Podsumowując, stwierdzam, że Zlot to potrzebna inicjatywa, a grudzień to odpowiedni miesiąc na tego typu spotkania. Poza stałymi „wyjadaczami InO” przyjeżdżają całe rodziny (nawet z dziećmi czy żonami). Można też spotkać wyjątkowych ludzi (tu pozdrowienia dla Nanette, Aghaty i Qbackiego oraz Pawła Jamroza, który znalazł chwilę na przerwę w pracy aby się spotkać). Za rok Zlot odbędzie się w Warszawie, więc jeśli tylko znajdę czas, na pewno się tam wybiorę. Mam tylko nadzieję, że i tym razem będę jechał w równie doborowym towarzystwem w samochodzie.

Andrzej Kusiak