XI Otwarte Mistrzostwa Kolbuszowej "Do źródeł Nilu 2013"

 



 




 


Odkąd „Przygoda” zaczęła rozdział z imprezami na orientację, zawsze obowiązkowo wybiera się na początku wiosny do Kolbuszowej nad Nilem. W tym roku pojawiliśmy się tam po raz piąty a były to już tamtejsze jedenaste Mistrzostwa. Za każdym razem jest inaczej i organizatorzy zaskoczą nas czymś miłym.
Wysłuchałem chyba 4 godzin rozmów zwolenników i przeciwników zmian. Sam jednak nie wiem, co by było najlepszym rozwiązaniem. Brakuje mi też większych działań ze strony PTTK do popularyzacji tej imprezy (choćby na stronie PTTK czy w oddziałach). Po powrocie na nocleg rozmawialiśmy jeszcze długo, ale chyba żadna konkretna propozycja nie padła. W niedziele rano wyruszyliśmy w podróż do domu.
Zima wyjątkowo długo trzymała, a i liczba imprez w kalendarzu podkarpackim się zmieniła do lat ubiegłych. Jak zwykle na imprezach Pucharu Podkarpacia dopisała frekwencja i na stracie zjawiła się prawie setka uczestników. Dobrą decyzją były starty dwuosobowe w kategorii TS, co sprawiło, że na trasie nie było „tramwajów” (każdy miał z kim rozmawiać :) ).
Na początek dwa etapy nocne. Mapy ciekawe i trudne. Chyba nigdy tyle nie nachodziłem się na żadnym etapie. Etap II – Krokodyl - przeszedłem trzy razy, wykorzystując do maksimum limit spóźnień. Żaden z zespołów nie przeszedł etapów na czysto, więc przed dziennymi wyniki rozłożyły się korzystnie. Po krótkiej nocy etapy dzienne były już łatwiejsze, co nie zmieniło wyników w klasyfikacji TS.
W sobotę po południu uczestnicy przygotowali jeszcze dwa „małe etapy”, które od dłuższego czasu nazywane są miniInO. Spacer po nowym rynku i parku z placem zabaw sprawił mi wiele radości. Szukanie małych lampionów 4cmx4cm przez 50 osób w centrum miasta robiło wrażenie wśród przechodniów i stanowiło pozytywna reklamę w środowisku lokalnym. Po spokojnej nocy w niedzielę rano przyszedł czas na zakończenie. Jak to zwykle bywa w Kolbuszowej liczba nagrodzonych objęła prawie połowę startujących. Poziom mistrzostw też idzie w górę: w tym roku nie było protestów (nawet ja nie miałem zastrzeżeń, co wg mnie oznacza, że PK były stawiane prawidłowo).
Nowa Sarzyna po raz pierwszy zebrała 40 osób startujących oraz dwie osoby w kategorii TD. Dzięki współpracy z nowopowstałym klubem InO Guzik Bezpieczeństwa przyjechaliśmy swoim autokarem. W drodze powrotnej już planowaliśmy podobny wyjazd na „VI Biesy i Czady” w Czarnej koło Ustrzyk Dolnych.